Malkontent Słownik języka polskiego PWN
«osoba stale niezadowolona, we wszystkim doszukująca się ujemnych stron»

Napisano już na ten temat doprawdy WIELE. Zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy do psychologii, relacji międzyludzkim oraz zdrowia, przykłada się coraz większą wagę. Każdy ma w swoim otoczeniu, wśród najbliższych, lub dalszych ma takie osoby. Pół biedy, gdy są to jednostki. Pół biedy, gdy umiemy sobie z nimi radzić. Gorzej, gdy wokół nas jest takich osób więcej, a my mamy trudności w zmaganiu się z nimi, a zwłaszcza skutkami ich obecności.

Warto rozdzielić kilka kwestii.

1. My

2. Oni

3. Metody

W takim razie – po kolei.

1. My / ja

Jak w wielu kwestiach, najwięcej zależy od nas samych.
Jaki jest nasz charakter, jaką mamy osobowość, czy jesteśmy asertywni, pewni siebie, czy ulegli i pełni wątpliwości, jak postrzegamy ludzi i świat, jak reagujemy na różne sytuacje, zachowania?
Ludziom silnym, pewnym siebie zdecydowanie łatwiej będzie poradzić sobie z typem umęczonym. Natomiast osobom wątpiącym w samych siebie, słabszym psychicznie, znacznie trudniej będzie mierzyć się z zaprzysięgłymi malkontentami.
I tu też pojawia się kwestia czasu. W danym momencie wszystko może wydawać się w porządku. Jednak „moc” narzekania potrafi zaatakować z opóźnieniem, znienacka. Słowa, uwagi, czy opinie mogą dopadać nas w słabszym/emocjonalnym momencie, nawet ze zdwojoną siłą. Póki co, chcę tylko zwrócić na ten aspekt uwagę, do metod dojdziemy wkrótce.
Jestem zodiakalnym strzelcem i mam naturę energicznej ekstrawertyczki – optymistki. Wychowywałam się między innymi na lekturach Pollyanny Eleanor H. Porter. Wzięłam sobie do serca i jak Pollyanna, postawiłam za punkt honoru, wyszukiwanie pozytywnych stron wszystkich sytuacji, doświadczeń – zwłaszcza tych trudnych/przykrych/smutnych/ciężkich. Ta filozofia niezmiennie pomaga mi radzić sobie z Życiem, zwłaszcza w punktach, w których staję pod ścianą. Oczywiście każdy jest inny i dobrze! Rozumiem i szanuję to, że ciężko o rozwiązania dla wszystkich, bo takie niby uniwersalne, ostatecznie okazują się dla nikogo. Najważniejsze, to mieć swoje skuteczne metody, o których trochę niżej.

2. Oni / malkontenci

Pewnie każdy z nas ma swoją idealną definicję. Pewnie jest ich tyle, ilu bohaterów (tych definicji).
Dla mnie malkontent, to pochłaniacz dobrej, życiowej energii. Paradoksalnie, to mogą być atrakcyjne, zdrowe, inteligentne osoby z dużymi możliwościami i potencjałem. Zastanawiam się dla ilu takich osób, malkontenctwo to tylko wybieg, ucieczka przed wszystkim, co Życie oferuje im, a one mogłyby zaoferować światu?
Wracając do „charakterystyki gatunku”, słownik PWN trafia w sedno. Dodałabym tylko (znowu) grupy: pierwsza: malkontenci z charakteru/natury i druga: malkontenci z przekonania.
Jak łatwo się domyślić, grupa druga zdecydowanie przewyższa poziomem zaawansowania, grupę pierwszą. Dokładnie w myśl powiedzenia „nadgorliwość, jest gorsza od faszyzmu”. Te typy tak już mają i nie ma na nich rady. To prawda, że na każde rozwiązanie, znajdą 5 nowych, kolejnych problemów. Jak głowy hydry: na miejsce jednej odciętej, wyrastają nowe DWIE! To osoby, dla których święta, to zło konieczne, bo trzeba się spotykać, jest za mało czasu, brak odpoczynku i tylko zmęczenie. A praca, to samo zło, bo daleko, nudno, głośno, ciągle coś trzeba, brak wyzwań i rozwoju, za dużo zadań i nauki. . . Mogłabym tak w nieskończoność, a pewnie i tak moja kreatywność byłaby żadna w zderzeniu z „argumentami” typów udręczonych.
Kiedyś też szkołę/pracę tak postrzegałam. Aż dotarło do mnie, że po świątecznym szaleństwie, które dodaje mi energii, tak naprawdę ODPOCZYWAM na zajęciach/w pracy. Od tego czasu nawet się cieszę na koniec świątecznych maratonów i powrót do codziennej rutyny, utartych, wypracowanych, sprawnie działających schematów. A kiedy zaczynają mnie męczyć, nudzić – odliczam do świąt, kombinuję wypad za miasto, albo wesołe spotkanie, tworząc wyłom, który pozwala naładować akumulatory. Wszędzie, zawsze są pozytywy. To tylko (i aż!!) NASZ WYBÓR, czy chcemy je dostrzec? I odcinam się tu od namawiania, wmawiania, czy udowadniania. To tak nie działa. Tę chęć, to przekonanie trzeba mieć, albo wypracować w sobie. Ale o metodach dopiero za chwilę!
Podobno malkontentom jest łatwiej. Nigdy się nie rozczarowują, bo nawet jeśli coś idzie dobrze, czyli nie po ich myśli, to znajdą nowe i kreatywne(!) powody do narzekania. Jednak zastanawiam się, co ich cieszy? Jak można tak żyć? Czy wiedzą co ich omija? Czy ta „filozofia”, takie podejście, naprawdę dają wolność i radość Życia? Część z tych osób jest w pewien sposób pogodzona ze sobą i oni (w moim odczuciu) są łatwiejsi w kontaktach, relacjach, mniej toksyczni. Najtrudniejsze przypadki, to osoby które na WSZYSTKO narzekają, widzą (bo tak chcą!) TYLKO NEGATYWY, a jednak twierdzą, że oczekują pozytywów, dobrych, szczęśliwych zakończeń różnych spraw, czy sytuacji. Dla mnie to poziom zaprzeczenia, z którym najtrudniej rozmawiać/pracować. Tacy malkontenci, którzy nie dostrzegają, albo zaprzeczają swojej naturze, mają największe pretensje do świata, pochłaniają najwięcej energii. Bo sprawiają wrażenie, jakby mieli nadzieję, jakby chcieli zmiany… Jeśli tylko ich przekonasz, jeśli tylko udowodnisz. Twoje zaangażowanie, entuzjazm, wola walki, to dla nich „woda na młyn”, a dla Ciebie? Syzyfowa, frustrująca, czarna robota!

3. Metody

Jak już pisałam – ciężko o złoty środek. Mogę pisać o zaobserwowanych sposobach i swoich sprawdzonych technikach.
Dla asertywnych podpowiadam ostrożność w stosowaniu, bo samej zdarzyło mi się przesadzić. A wtedy efekt jest tylko odwrotny od zamierzonego! Natomiast spolegliwym, wątpiącym, zalecam dawkę podwójną i konsekwentne mierzenie się z wyzwaniem.

Radość Życia – nienachalna i niezachwiana.
Malkontent ciężko ją znosi. Dokładnie tak, jak Ty ciężko znosisz wieczne marudzenie i narzekanie. Z resztą w ogóle uśmiech jest bardzo potężnym narzędziem. Po prostu, spokojnie trwaj przy swoim, bez namawiania i przekonywania drugiej strony. Co nas prowadzi do kolejnej metody.

Zgoda – czasem najzwyczajniej, trzeba dać się wygadać.
Należy zrozumieć, iż ludzie mają ograniczoną wytrzymałość i często męczydusza nie ma szansy rozwinąć skrzydeł i dać upustu swoim, jakże głębokim oraz ważnym jękom! Warto pamiętać o rozłożeniu w czasie. Zgoda w momencie interakcji, pozwala uniknąć napędzania udręczonego i lania przysłowiowej wody na młyn. A także później, kiedy już jesteśmy sami, albo w słabszym momencie. Pamiętaj, że słowa/podejście malkontenta, nie są Twoje, dlatego brak im mocy, by nas dotknąć, a tym bardziej, jakkolwiek wpływać na nas i nasze Życie!

Przytakiwanie, a nawet licytowanie!
Paradoks polega na tym, iż malkontent uważa, że ma monopol na niezadowolenie i jęczenie. Kiedy spotyka się z podobnym podejściem, czy nawet bardziej skrajnym (to wyzwanie!), maruda traci rezon i wątek – to dopiero sukces.

Kontroferta
To modyfikacja licytowania. W łagodniejszych przypadkach, może zadziałać „cięższy kaliber”. Czasem opowiedzenie „gorszej” historii trafia do naszego czarnowidza. Pozwala na chwilę go zatrzymać, a w najlepszych sytuacjach nawet umożliwia dostrzeżenie nikłego, drżącego światełka we własnej otchłani. Eureka! Są tacy, co mają gorzej!

Perspektywa
Zrzęda ma utarty schemat myślowy, w skrócie: wszystko jest podłe i złe, tak jak wszyscy ludzie to wilki. Może się zdarzyć, że inny punkt widzenia, który zaproponujesz, nowa perspektywa, którą niespodziewanie odkryjesz, trafi w sedno. W takim wypadku, otwiera się szansa na zmianę w postrzeganiu, a co najmniej na wyłom we wzorcu, który może zaowocować istną rewolucją! Jak kropla, która drąży skałę.

Ilość i czas
Jeśli wokół Ciebie jest wielu malkontentów, zastanów się nad sobą. Może ich prowokujesz, przyciągasz?
Moja metoda, na nadmiar, to „dieta”, jednak unikam porzucania! Spotykam się rzadziej, lub krócej. W końcu, jakbym ja się poczuła, gdyby ktoś bliski, porzucił mnie tylko za charakter? Bez walki? Staram się ograniczać gderliwe tyrady i trwam, dzielnie.

Wewnętrzna siła przekonania – jak tarcza ochronna.
Wymaga sporo energii oraz ćwiczeń, jednak w końcu świetnie się sprawdza – także w innych sytuacjach. Ta metoda trochę przypomina słuchanie jednym uchem. Pozwalasz słowom płynąć, mimo to ich nie słyszysz, spływają po Tobie, bez żadnych skutków. Reagujesz tu i teraz, komunikacja działa, jednak z wyjściem, czy zakończeniem rozmowy – wszystko znika. Świat nadal się kręci i spokojnie wracasz do swoich spraw.

Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, iż ten wpis ma na celu pomoc!

Malkontenci to ludzie, jak my wszyscy. Są wśród moich przyjaciół i da się z nimi/Wami wytrzymać! Jednak może to być trudne, dlatego powstał ten wpis. Skomplikowane relacje, stały się inspiracją do stworzenia tego mikro poradnika. Wiele osób odpuszcza znajomości, bo ciężko im zaakceptować filozofię, czy charakter malkontentów. Nikt też nie uczy nas, jak rozmawiać o problemach. Jak zgłaszać zastrzeżenia, radzić sobie z krytyką – zwłaszcza skierowaną bezpośrednio i od osób bliskich/ważnych. Może ta lektura pozwoli dostrzec (nomen omen!) inną, nową perspektywę? A tak naprawdę – wracam do początku – to od nas zależy, jak sobie poradzimy i jakimi przyjaciółmi będziemy dla naszych ulubionych malkontentów.

Masz historię, lub metodę, którą chcesz się podzielić? Zapraszam do komentowania!

 

Podoba Ci się ten tekst? Chcesz go ocalić od zapomnienia? A może przesłać komuś, komu się przyda?
Działaj śmiało! Wspierajmy się, dzielmy dobrocią, bo ona powraca ♥