Internetowa waluta miłości brzmi mam nadzieję zaskakująco?
Jeśli dziwi Cię tutaj taki tytuł, wcale się nie dziwię! Możesz się zastanawiać, skąd u mnie taki temat na tekst?
Nic dziwnego, sama też jestem zaskoczona. Jednak ten pomysł chodzi mi po głowie już od pewnego czasu. A walentynki wydają mi się dobrym momentem, żeby go poruszyć.

Walentynkowe rozdwojenie

Walentynki budzą prawie tyle kontrowersji, co Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy! I o ile z WOŚP nie mam żadnych wątpliwości, to z walentynkami, co roku jestem w stanie wojny podjazdowej.
Z jednej strony szczytem hipokryzji jest dla mnie wielki, słodki, ociekający kasą i komediowym absurdem wybuch miłości… raz w roku.
Z drugiej strony każda dodatkowa motywacja, by świętować wzajemne uczucia, by je pielęgnować, dopieszczać i celebrować jest z gruntu, definicji i założenia dobra!
A pomijając wszystkie głębokie analizy, rzeczowe opracowania i twarde, pełne statystyk raporty, walentynki to świetna okazja, żeby bezkarnie i słodko zgrzeszyć! I tym sposobem, najczęściej jednak walentynki obchodzimy… mniej lub bardziej słodko.

Internetowa waluta i rozwiązanie zagadki

Wracając do internetowej waluty miłości spieszę z wyjaśnieniami.
Pod tajemniczym pojęciem waluta internetowa rozumiem całkiem (nie)zwyczajne polubienia, komentarze, udostępnienia. Jakże cenne i stanowczo zbyt rzadkie w odbiorze twórców, a wnikliwie liczone i ważone przez odbiorców dzieł internetowych.

Autorowi zawsze mało, tak już jest.
Tworzy, kreuje rzeczywistość dla swoich odbiorców i ma nadzieję, że te dzieła zyskają przychylność. I tak często jest. Jednak przychylność pomyślana i przychylność udokumentowana to dwie, całkiem różne sytuacje.
Co ciekawe, te różnice są oczywiste zarówno dla autora, jak i odbiorcy, ale równocześnie całkiem różnie definiowane.
Zgodnie z ludowym porzekadłem „diabeł tkwi w szczegółach”, w tym wypadku szczegółem jest waluta internetowa i jej waga dla każdej ze stron… transakcji.

Ile waży waluta internetowa?

Zarówno dla odbiorcy, czyli właśnie Ciebie Czytelniku, jak i dla autora, internetowa waluta jest niezwykle cenna!
Z poziomu odbiorcy, nie odważę się pisać w Twoim imieniu, ale napiszę o ewolucji oraz edukacji, jakie sama przeszłam w ciągu ostatniego roku.
Właściwie ponad połowę życia spędzam na fascynacji internetem, który pochłaniam pasjami, chociaż to nawet nie mikro cząstka mikro cząstki: zawsze za mało, zawsze za wolno. I do zeszłego roku komentarze na blogach, pod treściami dla mnie nie istniały! Z wielu różnych powodów, ale dzisiaj wyróżniam dwa podstawowe: moje lenistwo i niewiedza.
Nigdy nie ukrywałam, że jestem małym-wielkim leniem. I do zeszłego roku komentowanie nie wydawało
mi się ani ważne, ani cenne. Jeśli wiesz, o czym piszę, rozumiesz. W innym wypadku możesz się zastanawiać, w jakich ciemnych wiekach żyłam i skąd w ogóle się urwałam, bez takiej podstawowej wiedzy!? A jednak tak było. I jakoś się kręciło. Przez lata kibicowałam, wspierałam, dziękowałam duchowo i bez najmniejszych śladów wielu autorom. Dopiero dzisiaj widzę i rozumiem, jaką byłam egoistką.

Dzisiaj mogę pisać także z poziomu autora.
Tego kogoś, kto stworzył to, co czytasz, oglądasz, czego słuchasz. Za wszystkim zawsze stoi w cieniu lub blasku człowiek! Ze swoimi marzeniami, emocjami, celami, potrzebami, planami, a także ze swoją wrażliwością i wizją świata. Dokładnie tą, którą dzieli się z Tobą poprzez swoje dzieła. I nie ma tu znaczenia czy to następna książka, która pobije kolejne rekordy sprzedaży, czy jest to nowy tekst na szerzej nieznanym blogu.
Za każdym internetowym tworem stoją wiara, nadzieja, marzenia, oczekiwanie, ciekawość, niepewność,
czy się spodoba, czy się zgodzą, czy pomogą, poprą albo potępią..?

A każdy znak od publiczności jest na wagę złota! I jak pstryczek nitro dodawany do sportowych, wyścigowych samochodów. Bez tych znaków, na dłuższą metę się po prostu nie da… Nic się nie uda, jeśli będzie wrzucane w studnię bez dna i bez echa.

Co z ta miłością?

Internetowa waluta miłości napędza obie strony!

Wracając do autora, oczywiście, że jeśli robi dobrą robotę, to zdobędzie echa, znaki, sygnały, wskazówki, a przede wszystkich wiernych fanów.
To naturalne, że chętnie płacimy za jakość, relaks, dobrze podaną wiedzę, przyjemność, skuteczne rozwiązania. Pod tym względem internety niczym nie różnią się od okolicznego ryneczku na którym kupujesz świeże, zdrowe warzywa i jajka od szczęśliwych kurek.
Jednak o ile na ryneczku oczywistą oczywistością jest, że płacimy pieniędzmi, o tyle w interntach sytuacja
się troszkę komplikuje.
Bo najczęściej Klient całkiem zwyczajnie i po prostu nie wie, że jakakolwiek zapłata się należy?!
Kolejny artykuł/film na kolejnym blogu, to po prostu kolejna rozrywka, czy wiedza i nigdzie nie jest napisane, że trzeba zapłacić!

Zasady gry

Wiemy doskonale, że w internetach treści płatne rzadko cieszą się powodzeniem i najczęściej po prostu szukamy tych samych treści, jednak w wersji bezpłatnej, co bardzo często, szybko się udaje.

A co jeśli zapłatą jest polubienie/komentarz/udostępnienie? Czy to cena, jaką możesz udźwignąć?
Czy wiesz, że żeby wyrazić swoją aprobatę, zgodę, czy po prostu ludzką serdeczność i życzliwość, wystarczy zostawić kciuk, albo kilka słów pod tym, co właśnie przeczytasz/obejrzysz/czego wysłuchasz? Szczytem miłości jest podanie materiału, który Ci się spodobał dalej. Wysłanie go znajomym mailem, albo na facebooku, to dopiero zastrzyk adrenaliny i euforii dla autora. Porównywalny z otwieraniem sylwestrowego szampana!

Waluta autora

Wiem, że o tym się nie mówi, bo to chyba wydaje się wszystkim oczywiste. Jednak oczywiste jest dla nas,
w tym światku twórców i autorów, gdzie mniej lub bardziej wszyscy się znamy i od czasu do czasu, z przymrużeniem oka, staramy się wspierać. Jednak przecież patrząc szerzej, to właśnie Was – naszych kibiców jest więcej! Dlatego w dniu święta miłości, postanowiłam podzielić się z Tobą moim odkryciem,
że coś oczywistego dla jednych może być kompletną niewiadomą dla innych ludzi.
Internetowa waluta miłości rządzi się swoimi prawami i chyba zagina każdą statystykę, bo ludzie
są nieprzewidywalni.
Czasem powodzeniem cieszy się coś, co autor przygotował na kolanie a dzieło, któremu się poświęcał, przechodzi bez echa. Czasem furorę robi biało czarne zdjęcie ptaków na rzece nad zamarzniętym brzegiem, który okrywa śnieg, czasem jest to instalacja, której nikt nie rozumie, a jednak
ma w sobie wyjątkowa magię, wobec której nie da się przejść obojętnie.

Waluta odbiorcy

Każdy znak Twojej obecności dla autora jest cenny. To może być rewanż i Twoje podziękowanie za to,
co zyskujesz dzięki treści. Twój komentarz może też być wskazówką czy autor zmierza we właściwym kierunku albo, co i jak powinien zmienić, poprawić. Nad czym popracować albo, co dla Ciebie jest ważne i na czym Ty chcesz się skupić. To Twoja szansa, żeby motywować autora, a nawet współtworzyć miejsce, z którego będziesz czerpać to, co chcesz, tak jak chcesz.
Czas i energia, które poświęcisz na kontakt z autorem, to dla wielu z nas woda na młyn weny i twórczości.
Albo ożywczy kop do działania w chwili stagnacji, czy zwątpienia. Tak jest w moim przypadku. Twoje działania mają większą siłę i wagę, niż możesz podejrzewać!

Doskonale wiem i szanuję, że na aprobatę trzeba sobie zapracować i zasłużyć. Uważam, że właśnie tak powinno być! Jednak w dobie facebooka i wszędobylskich lajków, na dłuższą metę nie da się działać bez żadnych informacji zwrotnych, wrzucać treści, z uporem maniaka, jednak ciągle bez reakcji. Wiem, że brak reakcji sam w sobie może być komunikatem, jednak domyślanie się, co kto ma na myśli nie zawsze prowadzi na właściwą ścieżkę.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że podejście do lajków się zmienia: kiedyś rozdawane hurtowo i bez namysłu, dzisiaj są ważone, klikane coraz częściej i bardziej świadomie. I ta zmiana mnie cieszy, mam tylko nadzieję uniknąć popadania w skrajności i przejścia od czasem bezmyślnego nadmiaru do ostrego ograniczenia.

Happy end!

Dzisiaj to zakończenie najbardziej mi pasuje i mam nadzieję, że chociaż trochę Ci wyjaśniłam, o co ten cały hałas i skąd się bierze „lajkowa histeria”.

Jak wspomniałam, do zeszłego roku też żyłam w nieświadomości i chociaż w kwestii polubień jestem hiper nadaktywna, to jednak komentarze zostawiałam rzadziej, niż rzadko, czyli właściwie wcale. Szczęśliwie w ciągu ostatniego roku zostałam uświadomiona w internetowych zasadach gry, a przede wszystkim zrozumiałam, jaką wartość ma internetowa waluta. Bo tylko dzięki połączeniu  moich starań i Twoich wirtualnych oklasków to miejsce będzie takim jakiego chcemy.

I co o tym myślisz? Klikaj do mnie śmiało
na facebooku, instagramie, twitterze

3maj się ciepło! Marta

  • Wypracowanie Ci wyszło. Ja nie lubię być ani skrytoczytaczem, ani komentować na siłę. Coś w tym jest, ze ślad po czytelniku to taka fajna walentynka 🙂

    • Trochę się rozpisałam… A tak się pilnowałam 😉 Cóż słowotok ciągle panuje nade mną. I na siłę nic nie zadziała, zgadzam się! Jednak jeszcze rok temu w ogóle nie wiedziałam, że komentarz/polubienie/udostępnienie ma jakiekolwiek znaczenie i skutki. Teraz już wiem i po prostu musiałam się podzielić ta wiedzą. Z resztą, widziałaś, że Natalia z JestRudo też o tym pisze!? 😉 Taki numer!

  • Świetny temat na wpis i ciekawy blog! Będę zaglądać częściej! 🙂

  • Sama nie doceniałam wartości zostawianych komentarzy dopóki sama nie zaczęłam prowadzić bloga, ale nawet zanim zaczęłam, zawsze starałam się zostawić po sobie jakiś ślad. To chyba niewielka zapłata za udostepnianie wartościowych treści za darmo 🙂

  • A ja nie za bardzo rozumiem tą idee, ale jeśli to się komuś podoba, to czemu nie:)

    • Co mogę lepiej wyjaśnić? Z komentarzami/polubieniami/udostępnieniami jest jak z przytrzymaniem komuś drzwi. Odruchowo dziękujesz za uprzejmość. I podobnie powinno być w internetach, bo cokolwiek czytasz/słuchasz/oglądasz wymagało co najmniej czyjegoś czasu, energii oraz wiedzy, by powstać 🙂

  • Beata Nowicka-Misiewicz

    lubię zostawiać komentarze, szczególnie, jeśli tekst mi się podoba. A jako autor chętnie przyjmuję 🙂

    • Dzięki Beata! Też już lubię, jednak wcześniej nie do końca rozumiałam wagę i cały mechanizm. Teraz, kiedy to się zmieniło, staram się jak najczęściej dziękować Twórcom 🙂

  • Madzia Sanchez

    Fajny wpis. Dobrze jest zostawić komentarz, ale ja też nie lubię tego robić na siłę. Kiedy wpis mi się podoba, zawsze zostawiam komentarz! 🙂

  • Bardzo dobrze, że ktoś wreszcie o tym napisał! <3 Genialny wpis!
    Tylko, że o ile komentowanie na blogach jest rzadko spotykane, o tyle na przykład na youtubie jest ich masa, najczęściej negatywnych (hejtów), co pokazuje, że komentarze nie zawsze są dobre. ;P

    • Dzięki 🙂 Hejt to szeroki i zupełnie osobny temat, jednak uważam, że wiele zależy od przykładu oraz jasno ustalonych zasad. Na szacunek i „poklepywanie po wirtualnych plecach” też trzeba zapracować.

  • Dzięki za artykuł. Też długo nie doceniałam komentowania 🙂