Raport kwartalny, czyli nowa tradycja

Kto jeszcze jest zdziwiony galopem czasu? Przecież dopiero świętowaliśmy nowy rok, a w kalendarzu JUŻ na dobre rozgościł się kwiecień i ¼ roku, czyli cały pierwszy kwartał 2017 roku mamy za sobą! Zauroczona różnymi formami podsumowań na blogach i przytłoczona mnogością zdarzeń, przeżyć oraz doświadczeń, z których zdecydowaną większość chcę zachować w pamięci, zdecydowałam się również spróbować podobnego formatu. Tym tekstem otwieram nowy cykl pod nazwą raport kwartalny! Pół roku to za rzadko, dwa miesiące zupełnie mi nie pasują, miesiąc to dla mnie za mało i za często. Tym sposobem raport kwartalny wygrał. Co w nim znajdziesz? Krótki rachunek sumienia, koncentrat zdarzeń, przeżyć, doświadczeń i wiedzy z minionego kwartału.
Każdy raport kwartalny pojawi się zawsze, w ciągu dwóch tygodni nowego kwartału i postaram się, by był oparty na poniższym schemacie:

  1. Sukcesy i porażki
  2. Życie
  3. Podróże i smaki
  4. Rozwój : projekty, wiedza, wydarzenia
  5. Kultura (film / serial / książka / muzyka)
  6. Człowiek
  7. Niespodzianki

Zatem bez przedłużania, ogłaszam raport – start!

 

 

  1. Sukcesy i porażki

Zacznę od porażek, bo jak ostatnio usłyszałam „lubię się karać” i coś w tym jest…
Zdecydowanie leży moja wizja pierwszego kwartału z początku roku. Zupełnie inaczej sobie te miesiące wyobrażałam i zupełnie inaczej miały minąć. Zwłaszcza pod kątem blogowania. Całe szczęście, że jest facebook, na którym mam z Wami kontakt, bo inaczej chyba sama siebie bym zepchnęła w niebyt i zapomnienie. Jednym z czynników na pewno jest niedoczas, który wyjątkowo dotkliwie dokucza mi od początku tego roku! Jednak obiektywnie oceniając, dzieje się całkiem sporo, realizuję kolejne działania i angażuję się w różne projekty, o których odrobinę więcej, trochę niżej. Mam też na swoje usprawiedliwienie niespodziewaną reorganizację dotyczącą bloga, która, jak to zwykle bywa, zamiast przebiec łatwo-szybko-i-przyjemnie, trwała prawie miesiąc… Szczęśliwie, ta przygoda już jest za mną i mogę się cieszyć całym moim nowym hostingiem, nową domeną i nowym wyglądem, w nowej łososiowo-granatowej odsłonie kolorystycznej!
Pomijając milczenie na blogu pierwszy kwartał 2017 roku to także sukcesy. Oto kilka dla mnie najważniejszych:
udział w I Śniadaniu Świadomych Blogerek, o którym więcej piszę tu . W dużym skrócie to inicjatywa, której autorką i organizatorką jest Izabela Kornet, dzięki której Dziewczyny i Kobiety, które tworzą w sieci, podczas kolejnych spotkań mają szansę poznać się w rzeczywistości, a co ważniejsze, także czerpać od siebie i wzajemnie się rozwijać.
– reorganizacja bloga, czyli nowy wygląd, nowy adres i nowa koncepcja, która jest naturalnym, ale też mam nadzieję, kolejnym krokiem w dobrym kierunku. Tak się złożyło i ułożyło i chociaż wszystko działo się trochę na wariackich papierach, to ostatecznie jestem zadowolona ze zmian i decyzji, które podjęłam.
– i na koniec świeży temat, który jest dla mnie dużą radością, czyli zaszczyt bycia partnerem Poznańskich Dni Mediacji organizowanych przez Joannę Dudziak oraz Collegium Da Vinci w Poznaniu. Bardzo kibicuję temu projektowi i jestem pewna, że dzięki Takiej Ambasadorce, jaką jest założycielka Centrum Mediacji i Negocjacji Biznesowych mediacje, które dają wielkie możliwości, szybciej, niż później odniosą sukces w polskiej rzeczywistości – z pożytkiem dla nas wszystkich!

Jednak codzienność i rzeczywistość biegną swoim błyskawicznym torem, który prowadzi nas do drugiego punktu, pierwszego raportu kwartalnego.

 

 

  1. Życie

Kiedy równowaga zostaje zachwiana… Ciągle trenuję pamiętanie, żeby dbać o siebie. Wiem już, że tylko kiedy będę w formie, będę mogła realizować zadania – także dla innych i od innych… Czasem się jednak zapominam i potem konsekwencje, z którymi przychodzi mi się mierzyć są zupełnie nieproporcjonalne. Od czasu do czasu uczę się tej lekcji od nowa… A skoro mowa o czasie, to jak już wspomniałam umyka mi on z zawrotną prędkością. To dominujące odczucie, które towarzyszyło mi przez pierwsze 3 miesiące tego roku. Paradoksalnie, chociaż czas pędzi, to wiosny nie mogłam
się doczekać. Teraz nareszcie jest już z nami, jednak jak w powiedzeniu pozostaje wyjątkowo kapryśna. Na szczęście, kiedy piszę ten tekst w Poznaniu świeci piękne słońce, a serce rwie się do Życia!
Chociaż mentalnie kocham wiosnę, fizycznie jest to dla mnie najtrudniejszy moment w roku. Dlatego najczęściej ostatnio zmagam się ze sobą, pogodą i niedoczasem. Jednak mam nadzieję, że wraz z dłuższymi, jaśniejszymi i cieplejszymi dniami, wkrótce wyjdę na prostą.
A jak to jest u Ciebie z wiosennym przesileniem,  może w ogóle go nie doświadczasz?
Skoro wybieram się w kierunku lepszej rzeczywistości, pełnej letniego słońca, czas najwyższy na kolejny punkt raportu.

 

 

  1. Podróże i smaki 

Planując ten rok, założyłam, że każdego miesiąca wybiorę się w małą podróż! Kocham Polskę i jestem niezmiennie zauroczona różnymi perełkami, których mamy naprawdę wiele. Jestem zadowolona, bo właściwie udaje mi się realizować to postanowienie.
Wstyd przyznać, że w styczniu podczas Śniadania Świadomych Blogerek, byłam w Bydgoszczy dopiero pierwszy raz! Chociaż w styczniu zabrakło mi czasu, a w marcu pogody, to, co widziałam, rozbudziło mój apetyt i wiem, że muszę zaliczyć porządny spacer, żeby zwiedzić starówkę oraz Wyspę Młyńską, którą tak bardzo zachwalała w rozmowie i polecała KamilaTravel Love It! Liczę, że zasada trzech razy, w tym wypadku zadziała.
W lutym nie udało mi się nigdzie wyjechać, jednak w marcu to nadrobiłam, bo oprócz Bydgoszczy byłam też we Wrocławiu. To miasto znam trochę lepiej, jednak na nowo zakochałam się w klimacie wrocławskiej starówki z krasnalami, wyjątkowym zegarem na ścianie ratusza i kościelnymi wieżami widokowymi, których zdobywanie jeszcze przede mną!
Jednak, żeby nie było tak na głodnego, to dzięki artykułowi Ilony z bloga CHILLIFE, odkryłam wolnowar!
Część z Was może wiedzieć z facebooka, że Mąż rozpoczął rok dietą, a ja trochę z Nim i tym sposobem zrewolucjonizowaliśmy zarówno nasze menu, jak i sposób gotowania. Dzięki wolnowarowi temat obiadu przestał być udręką, a jedzenie, które prawie robi się samo, czeka na nas gotowe, ciepłe i pachnące, kiedy wracamy z pracy! A dzięki olejowi kokosowemu, z którym nareszcie się przeprosiłam jedzenie jest lekkie i jednocześnie aromatyczne. Moja droga do oleju kokosowego była długa i oporna, bo nie lubię ani tego smaku, ani zapachu, więc stosuję go wyłącznie w wersji bezzapachowej,
ale wychodzę z założenia, że lepszy rydz, niż nic… Dobrze myślę, czy jednak olej rafinowany nie ma sensu?
Podróże i rewolucja w diecie, prowadzą do kolejnego punktu, bo człowiek rozochocony dobrym jedzeniem oraz podróżniczymi przygodami, łapie wiatr w żagle i chce więcej.

 

 

  1. Rozwój : projekty, wiedza, wydarzenia

Jak wspomniałam, ten kwartał miał wyglądać zupełnie inaczej! Jednak mogę przyznać, że na pewno zadbałam o rozwój osobisty.
Kolejną okazją było spotkanie poznańskich blogerek, które pomogłam zorganizować Magdzie z Lekka Zmiana Mamy, z okazji przylotu do Polski Agnieszki Karakurd, założycielki Kobieta i Firma. Wizyta Agnieszki stała się impulsem, którego potrzebowałyśmy, a samo spotkanie minęło za szybko podczas ciekawych dyskusji, którym towarzyszyło duuużo śmiechu!  Tu znajdziesz zdjęcia, na których ekipie Studio JP udało się złapać i uwiecznić niesamowitą, pozytywną atmosferę, a która w moich wspomnieniach jest ciągle żywa. Mam nadzieję, że wkrótce znowu uda nam się to powtórzyć i znowu skrzyknąć na kawę.
W tym punkcie nie może zabraknąć jeszcze jednej pozycji….książkowej. Kto mnie śledzi na fb, może się domyślać tytułu, który przywołam, a jest to oczywiście nowa książka Pawła Tkaczyka. Chociaż to „Zakamarki marki” rozbiły bank, czuję, że „Narratologia” przebije ten sukces! Czytam ją z wielką zachłannością, bo kolejne akapity bardzo do mnie trafiają, jednak też porcjuję sobie tę przyjemność, trawiąc i procesując treść zawartą w przeczytanych zdaniach. A od książki tylko krok dzieli nas do kolejnego punktu raportu kwartalnego.

 

 

  1. Kultura (film / serial / książka / muzyka)

W poprzedniej wersji bloga, chciałam dzielić się z Wami poleceniami seriali, książek, muzyki, filmów. Jednak chyba za dużo pochłaniam (zwłaszcza seriali!) i nie nadążam z kolejnymi recenzjami, poza tym (albo raczej przede wszystkim) nie jest to główny temat mojego bloga! Mimo to nie chciałam całkiem rezygnować z tej pozycji, dlatego postanowiłam dołączyć ten kulturalny punkt do raportu kwartalnego. Dzięki temu mam nadzieję polecać Wam najlepsze z najlepszych.
Dzisiaj będą to 3 filmy, bo chociaż obejrzałam je w różnym czasie, to nadal jestem pod ich wrażeniem.
1. Neerja
Ciężkie kino, zupełnie nie z mojej bajki i mało bollywoodzkie, chociaż to indyjska produkcja. Widocznie zasady produkcji musiały zostać jasno określone.
To wyjątkowa historia, niesamowitej Dziewczyny, która jednocześnie daje nadzieję i ją odbiera… Ponieważ sama nie znoszę opisów filmów i baaardzo rzadko je czytam, nie napiszę więcej, ale odsyłam Was do filmwebu. Niech za rekomendację wystarczy fakt, że chociaż to film zupełnie nie z mojej bajki, to go nie wyłączyłam, co więcej z przejęciem i paznokciami wbitymi w dłonie oglądałam do końca, a ta historia już ze mną zostanie.
2. Przełęcz ocalonych 
To film, który czekał na liście do obejrzenia od listopada. Chociaż nie przepadam za wojennymi filmami, ten jest po prostu dobry. Bo niesie nadzieję. I bo chociaż jest hollywoodzki happy end, to jednak i w przypadku tej historii, jej magia wygrała nad efekciarskimi efektami. To również emocjonalne kino i jak to w filmie wojennym pełno jest krwi, ofiar, bólu, rozpaczy, jednak w ostatecznym odbiorze, miałam i nadal mam poczucie, że to jest dobra opowieść. A dzięki takim ludziom oraz ich czynom, wierzę, że jednak mamy przed sobą przyszłość.
3. Ukryte działania
Absolutny hit tego raportu kwartalnego! Po raz kolejny dobro jednak zwycięża, dobrzy ludzie otwierają oczy reszcie, a ci, którzy wydawali się bezduszni, albo głupi okazują się tylko malutcy, zwyczajnie ograniczeni, czy przestraszeni. Chociaż, jak to w Życiu, to wszystko okazuje się dopiero później… Jednak lepiej tak, niż wcale, bo właśnie dzięki takim punktom i momentom w czasie, idziemy do przodu, krok za krokiem, absurdalnie optymistycznie i naiwnie maszerując w lepsze jutro.

Każdy z tych filmów to ekranizacja prawdziwych zdarzeń. Po raz kolejny, a raczej trzy kolejne razy uzyskałam potwierdzenie, że to właśnie Życie pisze najlepsze scenariusze! Serdecznie Was zachęcam do obejrzenia każdego z nich, bo chociaż żaden nie jest tylko łatwy-lekki-i-przyjemny, to każdy jeden osobno i wszystkie trzy razem, warte są każdej poświęconej chwili!

 

 

  1. Człowiek

Punkt wyjątkowy, który przyniosło Życie. Na koniec 2016 roku podzieliłam się z Wami miejscami, a zwłaszcza Autorami, których cenię i uważam za wartościowych ludzi w Internetach. Okazało się, że miałam dobre przeczucie, bo ten tekst się Wam spodobał! Na tej podstawie, a także w związku z piątkową smutną wiadomością, zapraszam do punktu, w którym będę dzielić się z Wami sylwetkami oraz (znowu!) historiami Dobrych Ludzi. Czasem będzie to jedna osoba, czasami kilka osób, jednak zawsze będą to dla mnie wyjątkowe osobowości.
Bohaterem pierwszego raportu jest profesor Jerzy Vetulani – Wybitny Człowiek i Wybitny Naukowiec. Dużych liter używam z pełną świadomością. Profesor był charyzmatycznym Człowiekiem zdecydowanych poglądów, z którymi można było się zgadzać, lub nie, jednak nie można było odmówić im logiki, obiektywizmu oraz twardych podstaw naukowych.
Postać Profesora jest mi bliska z uwagi na główną dziedzinę Jego działalności, czyli neurobiologię, która w istotny sposób jest połączona z komunikacją.
To nie miejsce na wypracowania, czy elaboraty. Po prostu podrzucam Ci nazwisko. Może Cię zainteresuje, może nie… Chociaż mam nadzieję, że jednak tak!

 

 

  1. Niespodzianki

Pierwszy raport kwartalny właściwie jest ich pełen! Niekoniecznie zdarzyło się to, co i jak chciałam, a jednak bilans wychodzi na plus i muszę przyznać, że to były dobre trzy miesiące. Styczeń minął w oczekiwaniu na pierwsze bydgoskie śniadanie, w lutym goniłam czas, a w marcu reorganizowałam blog i spotykałam wspaniałych ludzi.
Chociaż pierwszy kwartał był baaardzo intensywny, czasami też proporcjonalnie trudny, to  przekonaniem, zaliczam miniony kwartał i ten raport do udanych.
Jednak zyskałam potwierdzenie przeczucia, że jednak kalendarze nie są stworzone dla mnie… albo ja dla nich! Skąd taki wniosek? Jak wspominałam, miałam zupełnie inną wizję minionych miesięcy. Już zostawiam kwestie, czy plan był lepszy, czy rzeczywistość taką się okazała, bo unikam patrzenia wstecz i plucia sobie w brodę. Działam z tym co mam, tu i teraz. Jak to się łączy z kalendarzem? Właśnie tak, że poza konkretnymi dniami, najczęściej moje plany i rzeczywistość są płynne i elastyczne. Oczywiście niesie to ze sobą różne konsekwencje, jednak oprócz większej dyscypliny wobec realizacji zamierzeń, dam sobie spokój z rozpisywaniem, które potem nijak ma się do rzeczywistości. Już od lat działam tak, że kwestie najważniejsze mam w głowie, inne, albo odległe w czasie trafiają do kalendarza google, a cała reszta po prostu się dzieje. Jak w filmach, tak w codzienności, wierzę, ze Życie przynosi najlepsze scenariusze. Niech się dzieje dobrze!

Kończę nareszcie tym hasłem pełnym wiosennego optymizmu
i życzę Ci dobrego, słonecznego drugiego kwartału!
Kolejny raport kwartalny już latem.

A może masz ochotę się podzielić i napisać, co słychać u Ciebie?
Śmiało pisz w komentarzu, na facebooku, albo w mailu.
Będzie mi miło dowiedzieć się, jak Tobie minął pierwszy kwartał 2017 roku.


Tymczasem 3maj się dzielnie i zdrowo, a ja postaram się pisać częściej!
Marta

 

Marta Kobiela

  • Jakbym czytała o sobie… 🙂
    Też miałam bardzo ambitne zamysły na ten kwartał, a musiałam trochę wyluzować. Filmy też widziałam i bardzo mi się podoba Twoje podsumowanie Przełęczy, przekazałaś dokładnie to, co myślę.

    Cieszę się, że moja pasja do wolnowaru się udziela! Nie będę się powtarzać, ale to naprawdę fantastyczny przyrząd dla zajętych 🙂 co ciekawego gotujesz?

    • Fajnie, że nie jestem sama w moich „porażkach”! 😉 I dzięki za każde dobre słowo! A gotuję najczęściej mięsa z warzywami. Po trzech miesiącach trochę nam się przejadły, więc myślę że skorzystam z Twoich przepisów, które odkryłam przy okazji szukania linku do Twojego pierwszego tekstu o wolnowarze. I myślę o eksperymentach… na przykład, żeby machnąć bigos z wolnowaru 😉

      • Robiłam kapustę z grochem i była bardzo dobra, więc kiszona kapusta chyba sie nadaje, ALE przy okazji ostrzegam, bo słyszałam, że świeża kapusta w wolnowarze zaczyna niesamowicie śmierdzieć 🙂

        • Dzięki za ostrzeżenie i w ogóle za Twój tekst dotyczący wolnowaru, bo był idealnie trafiony w czasie! A po zakupie, życie od razu stało się dużo łatwiejsze. Dobrego dnia 🙂

  • Haha! Nawet nie zaglądam do planów styczniowych, bo skoro rzeczywistość wydarza się inaczej, to po co? Może w drugim kwartale w końcu dorobię się biurka, a dziś po prostu – SERDECZNOŚCI! 🙂 <3

    • Dokładnie tak! Zgadzam się z Twoim podejściem i tez takie wybieram 🙂 Biurko pozostaje również w moich marzeniach, ostatnio coraz bardziej, ale jeszcze nie wymyśliłam, gdzie by je wcisnąć? Chociaż skoro jesteśmy na etapie remontowym, to może coś wykombinuję..? Dziękuję Kasiu i wzajemnie! :* 🙂

  • Marta gratuluje, wiele robisz bardzo podziwiam! Mam nadzieje, ze uda Ci sie zwiedzic Bydgoszcz kolejnym razem. Dziekuje tez za polecenia. Ja ogladalam „Przelecz ocalonych” i bardzo mi sie podobalo wiec chetnie obejrze inne. Narratologii jeszcze nie mam i mam nadzieje ze uda mi sie nabyc jak najszybciej bo ciekawosc mnie zzera. Sciskam mocno i trzymam kciuki za pisanie! ☺️

    • Dzięki Kamila! Twoje wsparcie wiele dla mnie znaczy 🙂 Na Bydgoszcz już się szykuję! Daj znać, jak Ci się podobały filmy, a Narratologię zdecydowanie polecam!

  • Marto, bardzo Ci dziękuję za wspomnienie 🙂 I za wszystkie miłe słowa 🙂 Mam nadzieję, że dobrze się czytało 😀

    • To ja dziękuję 🙂 Za dobrą robotę i wielkie serce! Mam frajdę z czytania z ołówkiem i znacznikami fragmentów 😉 #dużomyślenia 👍