Śniadanie, czyli wyzwanie

Cóż, śniadania zawsze były dla mnie wyzwaniem, bo niezależnie od godziny, o której wstaję z łóżka, mój żołądek budzi się kilka godzin później. Chociaż w miarę upływu lat, staram się podchodzić bardziej rozważnie i jednak jeść śniadanie rano, to właśnie w ostatnią sobotę stycznia, dzięki Izabela Kornet sukces rodzi się z serca The secret of healing zostałam ostatecznie przekonana i zmotywowana, że warto poświęcać więcej przychylnej uwagi temu posiłkowi!

I chociaż Izabela już odlicza do drugiego Spotkania Świadomych Blogerek w Bydgoszczy, ja dzisiaj opowiem Wam o pierwszym spotkaniu, w którym miałam zaszczyt i przyjemność uczestniczyć już ponad tydzień temu!

Jak to się stało, że pojechałam na śniadanie?

Po sytym, udanym posiłku należy się sjesta, a to śniadanie było tak wyjątkowe, że potrzebowałam więcej czasu, żeby usiąść do napisania tego tekstu. Mimo upływu kolejnych dni, emocje, których doświadczyłam, opowieści, które usłyszałam, ciągle we mnie żyją i nadal je (w) sobie układam. Wyjątkowo pomocna w tym procesie jest pyszna kawa, którą każda z uczestniczek dostała w prezencie. @Izabela Kornet co to za kawa? Mąż jest zachwycony! 😉

Śniadanie Świadomych Blogerek brzmi dumnie! Na tyle, że byłam ciekawa, czy się nadaję? Jednak zgłosiłam udział i zostałam przyjęta. I tak, od grudnia, w którym były zapisy na to pierwsze śniadanie, odliczałam do 28 stycznia. Z rosnącym podekscytowaniem i coraz większą ciekawością.

Aż w końcu kupiłam bilety w piątek i w sobotę rano, 28 stycznia oczywiście spóźniona, więc galopem popędziłam na dworzec główny w Poznaniu!

W tym momencie warto, żebym napisała, że uwielbiam podróżować! Zwłaszcza pociągiem. Jednak wstyd przyznać, że tego styczniowego ranka, to był mój pierwszy raz od wielu lat… a ja ze zdziwieniem zauważyłam, że jestem lekko przerażona oraz mocno niepewna, czy na pewno stoję na właściwym peronie i wsiadam do dobrego pociągu? Zresztą tę niepewność, co do pociągu mam w sobie przy okazji każdej podróży. I kompletnie nie wiem, skąd mi się ona bierze, skoro nigdy nie pomyliłam pociągów?

Wracając do pierwszego spotkania świadomych blogerek: wsiadłam do właściwego pociągu i chociaż spóźniona, to szczęśliwie dotarłam na śniadanie!
Przywitało mnie 12 blogerek i 1 miejsce, ostatnie wolne krzesło, czekające na mnie 😉 Na samym początku wszystkie potrzebowałyśmy chwili na rozkręcenie, jednak smakowite śniadanie, które nam podano, dodało nam sił i animuszu! Już po kilku minutach popłynęły opowieści, spostrzeżenia, pytania i cenne odpowiedzi. Dla mnie bardzo krzepiące jest słuchanie o podobnych rozterkach, czy zmaganiach i uświadomienie sobie, że moje kłopoty wcale nie są wyjątkowe. Że w większości mamy podobne trudności i możliwości, a najcenniejsze jest słuchanie, jak inni radzą sobie z „moimi” dylematami!? Bardzo często przecież jest tak, że skupieni na jakimś temacie przestajemy dostrzegać rozwiązania, które mogą być dla nas idealne. W takich sytuacjach warto czerpać od osób, które idą podobną drogą, albo już mają już za sobą etap, na którym Ty Jesteś w danym momencie. Najczęściej właśnie te osoby mogą podzielić się ciekawymi wskazówkami, albo pokierować we właściwym kierunku. Tak było i na tym spotkaniu, ale jeszcze do tego wrócę…

Ilość i jakość

Od pewnego czasu dostrzegam, że wolę mniejsze grupy i społeczności, bo w tych wielkich po prostu się gubię. Za dużo jest informacji, a za mało czasu i w sumie ciężko jest mi czerpać z wielkiej masy… To kolejny atut formuły Spotkania Świadomych BlogerekWspólne śniadanie 12 kobiet, daje możliwość nawiązania prawdziwych relacji, bez trudności w przyporządkowaniu imion do osób oraz dziedzin, w jakich działają.

I tak czekając na swoją kolej, by się przedstawić, słuchałam opowieści kobiet, w których znajdowałam i swoje doświadczenia i swoje pytania, ale też przygody! Jak na przykład taką, że dwie z dziewczyn są sąsiadkami! Jaki ten świat mały, by spotkać się w internecie, i przekonać, że dzieli nas ledwie jedno piętro w bloku. To tylko jedna z historii, które mnie poruszyły. Również dlatego, że dopiero miałam się przekonać, że będę bohaterką podobnej.

Śniadanie pełne przygód

Wiedziałam od Izabeli Organizatorki, że na śniadanie przyjedzie jeszcze jedna uczestniczka z Poznania. Jednak jechała wcześniejszym pociągiem, więc spotkałyśmy się dopiero na miejscu. I od pierwszej chwili, gdy ją zobaczyłam, wyglądała znajomo. Niestety mam problem z zapamiętywaniem imion i miejsc, w których kogoś spotykam, więc kompletnie nie wiedziałam skąd mogę Anię znać? Śniadanie się skończyło i to była idealna okazja, by wszystko sobie wyjaśnić, podczas wspólnego spaceru na dworzec. Jak się okazało, podobnie do dziewczyn z Bydgoszczy, też jesteśmy sąsiadkami! Od kilku miesięcy mieszkamy przy tej samej ulicy naprzeciwko siebie. W życiu nie ma przypadków i mam nadzieję, że uda nam się jeszcze umówić na kawę w Poznaniu 😉 A jeśli tylko Ania nie zdąży wyprowadzić się z Poznania, umówiłyśmy się, że na marcowe śniadanie pojedziemy razem!

Bezcenne śniadanie

Oprócz klimatycznego miejsca, jakim bez wątpienia jest sala restauracji Spiżarnia, która nas gościła, pysznego śniadania, które na każdej z nas zrobiło duże wrażenie oraz niespodziewanych i smakowitych prezentów (!), udział w tym spotkaniu pełen był wzruszeń, emocji, śmiechu i świetnej energii! Spotkałam cudowne kobiety, poznałam historie, które podniosły mnie na duchu i dowiedziałam się nowych, cennych rzeczy. Chyba mogę napisać, że tak jak dla mnie, tak dla każdej z uczestniczek, śniadanie było okazją i czasem rozwoju. Chociaż plan spotkania uległ drobnej korekcie, w której mimo wydłużenia czasu, zabrakło go na ćwiczenia, to jednak, jak powiedziała jedna z dziewczyn: ta otwartość, spontaniczna wymiana doświadczeń, spostrzeżeń i energii była w tym miejscu, czasie i dla nas cenniejsze, niż najefektywniejsze zalecenia. Oczywiście one też są ważne i już wiemy, że kolejne spotkania potoczą się inaczej, jednak w tę słoneczną, zimową sobotę, to pierwsze śniadanie świadomych blogerek miało upłynąć właśnie tak! Na żywiołowym dawaniu, braniu i dzieleniu się siłą oraz praktyczną wiedzą zdobytą na podstawie wielu doświadczeń. Jeszcze raz piękne dzięki Izabela Kornet, dobra robota! Na luty, chociaż bardzo mnie korci, chyba już nie zdążę, ale do marca odliczam z jeszcze większym podekscytowaniem, niż jak odliczałam do 28 stycznia!

 

Tymczasem 3maj się ciepło
i może do zobaczenia na kolejnym śniadaniu? Marta

  • Mam to samo z pociągami i jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy, na pytanie dlaczego? to: filmów się naoglądałam 😉 Koszmarem mojego dzieciństwa były sny, że nie udaje mi się dobiec do odjeżdżającego autobusu a mama wsiada i odjeżdża… Może to… Co do spotkań – na szczęście, że jest jeszcze życie w realu 🙂 Sama wyobrażałam sobie w najtrudniejszych chwilach, że jestem sama z moimi giga problemami a dopiero, gdy odważyłam się wyjść z „zamknięcia”, okazało się, że kurcze są inne kobiety z podobnymi kłopotami. Warto odnaleźć w sobie motywację, aby się otworzyć w szerokim sensie, bo wtedy przyciągnie się do siebie wydarzenia i osoby, które wpłyną na myślenie, samopoczucie, życie… Pozdrawiam Cię!

    • U mnie ani filmy, ani koszmary. Filmy mnie schizują, jak się naoglądam wieczorem i przed pójściem spać wychodzę z psem – wtedy czasem mam zwidy 😉 A koszmary już tak dawno mi się nie zdarzyły, że nie pamiętam. I w pełni się zgadzam, że wyjście do świata daje siłę 🙂 Zmienia perspektywę, podpowiada możliwości… Na koniec dnia, jesteśmy sami, ale fajnie, kiedy w drodze mamy pewnych, serdecznych towarzyszy 🙂 Ściskam ciepło, 3mam kciuki i do zobaczenia!

  • Izabela Kornet

    Czytam ten tekst… i naprawdę nie wiem, co powiedzieć <3 KOCHANA! Dziękuję Ci, że przyjechałaś do nas aż z Poznania! Odliczam do następnego spotkania <3

  • Serio? Jesteście sąsiadkami? Ale numer, super się złożyło 🙂 Jednak świat jest mały 🙂

    • Serio, serio – cytując klasyka 😉 Świat rzeczywiście jest mały, a Poznań to już w ogóle, bo każdy każdego zna!

  • Kurcze swietny pomysl z tymi sniadaniami swiadomych blogerek! Moze mi sie tez kiedys uda tam zawitac, tym bardziej, ze Bydgoszcz to moje rodzinne miasto 🙂 Tez tak jak Ty lubie mniejsze grupy, jednak mozna wtedy bardziej zbudowac relacje.

    • Świetny pomysł 🙂 3mam kciuki, żeby udało nam się kiedyś pojechać razem! A wtedy porządnie mnie oprowadzisz 😉 Ściskam ciepło

  • Magda Lena

    Marta wzruszyłam się czytając Twój tekst 🙂 Wiesz myślę, że to pierwsze śniadanie było tak nieprzewidywalne i tak nas pozytywnie zaskoczyło, że już kolejne nie mają szans. Mogą być równie udane, ale nie będą już takie spontaniczne i poruszające. Bardzo się cieszę że spotkamy się na kolejnych śniadaniach. Pozdrawiam <3

    • Miło mi i dzięki piękne za Twoje słowa 🙂 A jako niepoprawna optymistka wierzę, że każde nasze spotkanie może być i będzie wyjątkowe. A że inne? Cóż już się znamy, więc moim zdaniem będzie coraz bardziej inspirująco i motywująco. Do zobaczenia! 🙂