chmurny dzień

Czasem człowiek po prostu nie ma dnia.

Ręce są bardziej dziurawe niż zwykle, głowa – mimo hektolitra kawy – strajkuje, ciało i mięśnie (jakie mięśnie!?) są jak galareta, a cała otaczająca rzeczywistość, zdaje się spiskować przeciwko Tobie.

Co robić!?

Są różne szkoły i metody.

Schować się do ciemnej, cichej jamki i przeczekać.

Chwycić byka za rogi!

Udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Przede wszystkim: bez paniki! Niezależnie od wybranego podejścia do tajemniczego zagadnienia, jakim pozostaje spisek Życia przeciw Tobie, najważniejsze, to pamiętać, że wszystko mija. Oczywiście ta zasada dotyczy również sytuacji, które nas cieszą, sprzyjają i chcielibyśmy w nich trwać bez końca. Jednak wszystko, co dobre( i złe!), kiedyś się kończy.

Studium przypadku

Wychodzę z założenia, że w naturze musi panować równowaga – zgodnie z zasadą 7 chudych i tłustych lat. Chociaż raczej są to znacznie krótsze przedziały czasowe. Zwłaszcza te słabsze.
Często jest tak, że „słabszy dzień” jest obiektywnie całkiem w porządku, tylko ja jestem zmęczona, albo chora i całkiem naturalnie, rzeczywistość jest wtedy trudniejsza.
Czasem tak gonimy – z życiem, codziennością, projektami zawodowymi, karuzelą codziennych radości i dramatów, że zapominamy ile tak naprawdę potrzebujemy sił, energii, by wszystkiemu podołać. I najczęściej właśnie w takich momentach, kiedy jestem zmęczona, dopadają mnie „ciężkie dni”. Odkąd dostrzegłam tę zależność, uważam takie momenty, za swoiste żółte kartki od organizmu/psychiki, które mówią „STOP”. Zupełnie, jak podczas meczu piłkarskiego. Kiedy sytuacja staje się trudna, sędzia może ją uciąć. Tak samo działa nasz organizm. Nawet absolutne szczęście i euforia, w nadmiarze mogą męczyć. Dlatego czasem, wydawałoby się zupełnie znienacka, dopada nas dziwny/przekorny dzień. Jednak kiedy spojrzeć z dystansu, innej perspektywy, można się przekonać, że faktycznie warto przystanąć, zrobić wdech iii zweryfikować gdzie jesteśmy? Są sytuacje, cele, których realizacja tak pochłania, że czasem schodzimy z właściwej ścieżki, albo gubimy się w drobiazgach. Idziemy zbyt wąsko, lub zbyt szeroko i wtedy taka żółta kartka może być zbawienna – zanim pójdziemy za daleko.

Uważam, że dzięki takiemu zatrzymaniu, możemy wyłącznie zyskać. Czasem jest to nowa perspektywa, czasem cenna inspiracja, czasem niespodziewanie oczywiste rozwiązanie, które ciągle, uparcie nam umykało! Dopóki się na nim skupialiśmy. Jak w tym powiedzeniu: szczęście przychodzi, kiedy przestajesz je ścigać! Jeszcze innym razem, jest to „stracona okazja”, dzięki której zyskujemy prawdziwą szansę, na coś ważnego, wartościowego.

Metoda LifeTaste

Wszystko zależy od skali takiego dnia i mojej formy.
Moja podstawowa zasada w takie dni, kiedy wszystko układa się na przekór moim planom i działaniom, to przetrwać! 
Kiedyś się frustrowałam, walczyłam z wiatrakami, ciskałam gromy, lub wzruszałam skały.
Dzisiaj? Bardzo staram się nie dać ponieść negatywnej energii. Najczęściej przyjmuję słabsze dni z pokorą, często staram się z uśmiechem. Najczęściej korzystam z dwóch rozwiązań.

Jeśli to jest możliwe, robię sobie dzień wolny.

rower

Po prostu zostawiam wszystko i w jakiś sposób odpoczywam. Jeśli jestem zmęczona psychicznie, daję odpocząć główce i najczęściej wybieram aktywny odpoczynek. Wsiadam na rower, idę na spacer z psem. Jeśli przesadziłam z aktywnością fizyczną, daję ciału czas na regenerację i wtedy sięgam po książkę, albo zaległy film.
Zawsze – niezależnie od rodzaju zmęczenia – świetnie sprawdzają się spotkania z przyjaciółmi! Chyba, że cierpię na „syndrom zmęczenia ludzkością” – wtedy jedynym rozwiązaniem jest totalne odcięcie. Można nawet napisać „total shut down” i wyłączenie… fb, telefonu, komputera! Wtedy ukojenie daje cisza, kocyk, a czasem właśnie spacer z psem, czy książka.
I najczęściej, następnego dnia wracam do wstrzymanych tematów ze zdwojoną energią, entuzjazmem i często nowymi pomysłami.

 

Jeśli „urlop” jest poza moim zasięgiem, staram się zyskać nową perspektywę.

inna perspektywa

Zdarza się tak, że tak mocno skupiam się na jednym temacie, iż przestaję dostrzegać rozwiązania. Wtedy świetnie sprawdza się zmiana działań. Czyli wstaję od komputera i zabieram psa na szybką rundę, albo robię przerwę w kucharzeniu, na rzecz dokończenia jakiegoś tematu przy komputerze. Kombinacji jest wiele, grunt to drastyczna zmiana, która pozwoli umysłowi odpocząć, czy jak w przypadku komputerów – zresetować się. Bo nieskończony temat nadal „wisi” w pamięci, jednak dzieje się w tle i często jest to najlepszy sposób, żeby się „odwiesić” i ruszyć do przodu.

Dziś mam właśnie taki dzień.

I zgodnie ze wszystkim, co napisałam wyżej, pewnie wynika on z wczorajszej kumulacji. Zaszalałam na całego i przesadziłam zarówno fizycznie (rower) i emocjonalnie (organizacja imprezy). Jednak było warto, bo wczorajszy dzień dał mi dużo satysfakcji, radości i przyjemności! Tylko w tym wszystkim zapomniałam, że każde działanie, wymagało ode mnie sił i energii. Stąd dzisiejszy spadek formy. To tylko tyle! Mam to szczęście, że mogę dzisiaj złapać oddech… przynajmniej częściowo. Więc korzystam i odpoczywam, świat się kręci, czas mija, siły wracają i wszystko jest dobrze!

Moja rada? Daj sobie czas i przetrwaj słabszy moment, ze spokojem, bez nerwowych ruchów, jeśli to możliwe – nawet z uśmiechem. Mi to podeście działa, co więcej pozwala w lepszej formie i szybciej wrócić do pożądanej normy.

happy end

Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, pisz śmiało.
A tymczasem 3maj się dzielnie i spokojnie, a potem wracaj na swój szlak.

 

Podoba Ci się ten tekst? Chcesz go ocalić od zapomnienia? A może przesłać komuś, komu się przyda?
Działaj śmiało! Wspierajmy się, dzielmy dobrocią, bo ona powraca ♥